niedziela, 21 sierpnia 2016

"Księżycowe jezioro"

Długo zastanawiałam się, gdzie umieścić tę informację, ale w końcu stwierdziłam, że tutaj wchodzi najwięcej osób :P
W ostatnim czasie dostałam kilka wiadomości dotyczących mojego bardzo bardzo starego opowiadania tomarry i trochę mnie to wzruszyło, ponieważ minęło już mega dużo czasu od ostatniego posta i nawet troszkę o nim zapomniałam. Pomyślałam, że mogłabym poprawić to opko i zacząć dodawać rozdziały od nowa, ale po przeczytaniu go, stwierdziłam, że tego nie da się poprawić, to po prostu trzeba napisać od nowa. I stąd ta notka.
Po pierwsze - chcę wiedzieć, ile osób chciałoby przeczytać kontynuację.
Po drugie - przede mną klasa maturalna i nie dam rady pisać dwóch opowiadań jednocześnie, więc "Księżycowe..." mogłabym zacząć ogarniać dopiero po maturach. Wystarczy, że mi przypomnicie, a ja się za o wezmę, bo czuję, że ta historia wymaga skończenia.
No, to tyle ode mnie. Pozdrawiam cieplutko!
P.s. Wciąż zapraszam na moje nowe opowiadanie -> http://opowiadania-rehab-e.blogspot.com/

wtorek, 16 sierpnia 2016

I co dalej?

Hejka, kochani!
Niektórzy z Was pytali co dalej. Dziś w końcu przyszedł czas na odpowiedź :D
Na razie odpoczywam od drarry i wszelakich fanficków, choć oczywiście "Chłopiec..." nie był moim ostatnim drarry, spokojnie. Będę Was informować, jeśli napiszę jakieś nowe ;)
Na razie stworzyłam nowego bloga, na którym pojawią się moje autorskie opowiadania i chciałabym Was serdecznie na niego zaprosić -> http://opowiadania-rehab-e.blogspot.com/
Wygląd bloga jest na razie surowy i w związku z tym POSZUKUJĘ KOGOŚ, KTO STWORZY MI JAKIŚ FANTASTYCZNY SZABLON, bo ja w ogóle się na tym nie znam.
I to chyba tyle. Mam nadzieję, że klikniecie powyższy link. Wszelkie pytania kierujcie na aska, albo pod tym postem.
Pozdrawiam!

czwartek, 7 lipca 2016

Epilog

Kochani, to już koniec tej historii. Ponad dwa lata, uwierzycie?
Chciałabym podziękować Wam za to, że byliście tu cały ten czas (ankieta była zaskakująca) i czekaliście na rozdziały, które z pewnością powinny pojawiać się częściej, niż raz na miesiąc, jak mi się zdarzało. Bez Was nie byłoby tego opowiadania.
Ogromne podziękowania należą się równie Nat - becie, która dzielnie przekopywała się przez cały tekst i poprawiała moje nagminne literówki.
"Chłopiec o szmaragdowych oczach" nie jest może jakimś fantastycznym opowiadaniem, ale to duża część mojego życia i jestem z niego dumna. Sama dostrzegam progres w moim pisaniu, gdy spoglądam na początkowe i końcowe rozdziały. Mam nadzieję, że to dobrze rokuje na przyszłość :P
Chciałam podzielić się z Wami historią, która nagle pojawiła się w mojej głowie. Może nie zawsze była do końca logiczna, ale liczę na to, że czerpaliście choć trochę radości z czytania jej (tak jak ja z pisania) :D
Pozdrawiam!

___________________________________________________________________________

Ethan westchnął, siedząc na hotelowym łóżku. Byli w Anglii od dwóch dni, a dzisiejszy wieczór mieli spędzić u znajomych ze szkoły Deana. W normalnej sytuacji byłby zadowolony z faktu, iż ma szansę poznać kogoś z przeszłości swojego chłopaka, ale to nie była normalna sytuacja.
Ich początki nie należały do najprostszych. Lądując ze sobą w łóżku, znali jedynie swoje imiona i nie wiedzieli jak to się zakończy. Tak naprawdę nie różniło się to niczym od typowych, jednorazowych przygód i Ethan nie bardzo wierzył w zapewnienia Thomasa, że ten chce się jeszcze z nim umówić i go poznać. W szczególności, że nie odzywał się przez kilka dni.
Dean zadzwonił po tygodniu. W międzyczasie znalazł mieszkanie i wyprowadził się z domu. A później postanowił się z nim umówić. Szatyn nie mógł narzekać.
Dwa miesiące później oficjalnie zostali parą. Okazało się, że mają wiele wspólnych zainteresowań, jak np. obaj lubią starego dobrego rocka i wyjścia do teatru. Różnica była taka, że Ethana po prostu nie było na to stać, a Dean miał dobrą posadę w firmie i własną galerię sztuki - mógł sobie pozwolić na wszystko.
Nie czekali do rozwodu Thomasa z Ginny, o której szatyn dowiedział się wszystkiego. I wtedy wysłuchał też historii o Harrym Potterze - przyjacielu i pierwszym chłopaku, w którym Dean się zakochał. Dziwnie było o tym słuchać, ale to była przeszłość jego chłopaka i musiał się o niej dowiedzieć. On też miał swoją i też nie była przyjemna.
Teraz jednak zbyt mocno zbliżyli się do tej przeszłości i to go niepokoiło.
Minęło pół roku, gdy Dean w końcu postanowił powiedzieć mu o magii. To było dla niego tak niezrozumiałe, tak nieprawdopodobne, że na początku nawet myślał, iż związał się z wariatem. A gdy w końcu zrozumiał, że magia naprawdę istnieje, a on związał się z najprawdziwszym czarodziejem (z różdżką, szatami i innymi super gadżetami), jego oczarowanie czarnoskórym chłopakiem tylko wzrosło.
Byli ze sobą już kilka lat i ich związek był całkiem stabilny. Przeżyli mniejsze lub większe kryzysy, ale zasadniczo wszystko było z nimi w porządku. Ethan czasem nie potrafił uwierzyć, że taki facet naprawdę jest nim zainteresowany cały ten czas i że przyciągnął jego uwagę w pierwszym miejscu, ale generalnie wierzył Deanowi, gdy ten mówił, że go kocha. Teraz, siedząc w Anglii i czekając aż jego chłopak wyjdzie spod prysznica, wciąż był pewien jego słów. Bał się tylko że, gdy po raz kolejny na jego drodze stanie chłopak, o którym wypowiadał się z takim entuzjazmem i fascynacją, nagle wszystko się zmieni.
Ethan cholernie bał się spotkania z Harrym Potterem i nic nie mógł na to poradzić.

***

Hogsmeade było fascynującym miejscem. Dla wielu czarodziejów była to niezwykła i zaskakująca wioska, a dla mugola...
Ethan nie mógł wyjść z podziwu, zaglądając do różnych sklepów i widząc tyle... czarów. Dean rzadko kiedy korzystał z magii i nigdy nie chciał pokazać mu zbyt wielu "sztuczek", jak w myślach nazywał to szatyn, więc teraz był zachwycony.
Dean śmiał się z niego, porównując go do małego dziecka, które nareszcie dostało upragniony prezent, ale on nie potrafił gniewać się za to porównanie, skoro czuł się dokładnie w ten sposób. A gdy weszli do Miodowego Królestwa (Chryste, Dean, te cukierki żyją!) i kupili czekoladowe żaby, był bardziej niż zaskoczony, gdy jego żaba zakumkała i uciekła.
- Mówiłem, żebyś jadł szybciej. - Dean oczywiście wyśmiał go, ale był dobrym chłopakiem i podzielił się swoim smakołykiem. W podzięce otrzymał soczystego buziaka i jeśli szatyn zauważył krzywe lub zaskoczone spojrzenia innych czarodziejów, nie zwrócił na to uwagi.
Jednak im bardziej zbliżali się do tej części wioski, w której znajdowały się tylko i wyłącznie domy mieszkalne, tym bardziej Ethan tracił humor. Nie rozglądał się już z zainteresowaniem i zdecydowanie stał się cichszy. Odwrotnie było z Deanem, który chyba dopiero teraz naprawdę się ożywił. To wcale nie pomagało szatynowi, który zaczął już rozmyślać nad tym, czy nie jest przypadkiem zbyt nudnym towarzyszem dla Thomasa.
- Wydajesz się podekscytowany... - skomentował, starając się ukryć rozgoryczenie w swoim głosie.
Thomas oczywiście niczego nie zauważył, co jeszcze bardziej go przybiło.
- Nie widziałem go dobrych parę lat. - Mężczyzna wzruszył ramionami. - Przyjaźniliśmy się. Świetnie będzie się z nim spotkać.
- Pisaliście ze sobą - przypomniał, nie chcąc by zabrzmiało to jak wyrzut, ale chyba nie do końca mu się to udało.
Dean zmarszczył brwi i spojrzał na niego w zamyśleniu. Po chwili wyciągnął dłoń i splótł z nim palce. Ethan od razu ścisnął jego dłoń, ciesząc się kontaktem skóry ze skórą.
- Tak, ale to nie to samo. - Thomas podjął temat, posyłając mu pytające spojrzenie. - Dlaczego się denerwujesz?
- Nie denerwuje się - zaprzeczył szybko, co od razu pogłębiło zmarszczkę na czole jego partnera. Westchnął. - Po prostu... trochę się boję. Nic wielkiego. - Wzruszył ramionami.
- Boisz?
- To twój dawny przyjaciel... - W którym byłeś zakochany, dodał w myślach. - Co, jeśli mnie nie polubi?
Gryfon roześmiał się, kręcąc głową. Czasem jego chłopak niesamowicie go rozczulał.
- Jesteś taki głupiutki... - Cmoknął go w policzek. - Jestem pewien, że szybko się dogadacie.
- Ta. - Uśmiechnął się krzywo. - Z pewnością.

***

Ethan był trochę zaskoczony niewielkim domkiem w kolorze morskim i nawet przez chwilę zastanawiał się, czy trafili pod właściwy adres, ale później spojrzał na swojego chłopaka i dostrzegł jego błyszczące, brązowe oczy. Szybko wbił wzrok w ścieżkę prowadzącą do drzwi. Dlaczego musieli tu przyjeżdżać?
Dean zapukał i nie musieli czekać zbyt długo, by w progu pojawił się elegancki, jasnowłosy mężczyzna.
Szatyn poczuł, jak opada mu szczęka. Dosłownie.
To był Harry Potter? Ten przystojniak o mlecznobiałej skórze i chłodnych, szarych oczach?
- Malfoy.
Gryfon nie wydawał się być uradowany widokiem mężczyzny i wyraźnie było to odwzajemnione.
- Thomas. - Jego głos był niemal tak chłodny jak oczy i Ethan zadrżał. Odetchnął jednak z ulgą, gdy zrozumiał, że był to jedynie partner Pottera, którego jego chłopak nie lubił. - A to zapewne twój mugol...
Szatyn nie rozumiał dlaczego Dean drgnął nagle i wysunął się przed niego, zupełnie jakby chciał go obronić. Zagryzł wargę i złapał go za ramię, nie wiedząc jak się zachować.
- Malfoy, jeśli spróbujesz...
Blondyn najwyraźniej nie zamierzał go słuchać i całkowicie ignorując wściekłe spojrzenie Gryfona, wyciągnął dłoń do Ethana, którą ten niepewnie potrząsnął.
- Draco Malfoy, miło mi.
- Ethan Wood - wymamrotał, pesząc się pod tym przeszywającym spojrzeniem.
- Wejdźcie. - Ślizgon otworzył szerzej drzwi, wpuszczając ich do środka. - Potter jak zwykle nie może się ogarnąć.
Ethan nie chciał patrzeć na tego nieziemsko przystojnego blondyna, ubranego w śnieżnobiałą koszulę i ciemne, idealnie dopasowane spodnie. Wyglądał jak model z jakiejś ekskluzywnej reklamy i chłopak poczuł się głupio, mając na sobie luźny, dziurkowany sweter i zwykłe jeansy. Nie wiedząc, co począć ze wzrokiem, zaczął rozglądać się po hallu, a raczej niewielkim korytarzyku, który automatycznie przechodził w salon. Urządzony elegancko i z gustem, całkowicie różnił się od ich zagraconego mieszkania. Poczuł się nieswojo.
- Usiądźmy. - Malfoy eleganckim ruchem wskazał kremową kanapę, a wyraz jego twarzy od ich przyjścia nie zmienił się nawet na sekundę. - Napijecie się czegoś?
- Arszeniku? - Dean zmrużył oczy, podejrzliwie spoglądając na Ślizgona. Zdecydowanie wolałby spotkać się z samym Harrym.
- Jeśli chcecie. - Draco wywrócił oczami, a na jego twarzy pojawił się niewielki, nieprzyjemny uśmieszek. Zupełnie, jakby o czymś sobie przypomniał.
Ethan zamrugał, z zaskoczeniem spoglądając na swojego chłopaka. Już dawno nie widział tak wyraźnej niechęci na jego twarzy. Ostatnim razem chyba jeszcze przed rozwodem z Ginny. Zastanawiał się, co się wydarzyło między tą dwójką. Dean niewiele powiedział mu o partnerze swojego dawnego przyjaciela. Może znowu chodziło o Pottera?
W pomieszczeniu zapanowała nieprzyjemna cisza. Szatyn zawiercił się na swoim miejscu i w końcu zerknął nerwowo na siedzącego naprzeciwko, blondyna. Nawet nie zauważył, gdy w salonie pojawił się fotel. Pewnie to był zasługa... magii. Czasem naprawdę zapominał o jej istnieniu.
- Um... Poproszę wodę z...
Nie skończył nawet mówić, bo usłyszeli skrzypienie schodów. Ethan przełknął ślinę. Wcale nie chciał poznawać Harry'ego Pottera.
"Przynajmniej istnieje duża szansa, że nie jest przystojniejszy od swojego faceta" - pomyślał, zerkając na Malfoya, który nagle wstał, a wyraz jego twarzy diametralnie się zmienił. Nagle stał się... przystępny. Nie nazwałby tego łagodnym przy tak ostrych rysach twarzy, ale z pewnością był mniej odpychający niż jeszcze przed chwilą, gdy siedział z nimi w krępującej ciszy.
Ethan wstał razem z Deanem, który chyba całkowicie stracił poczucie rzeczywistości. Wpatrywał się w schody, zupełnie go ignorując, a on poczuł jak gula w jego gardle zaczyna rosnąć. Dopiero po kilkunastu sekundach odważył się unieść wzrok i spojrzeć na mężczyznę stojącego na najniższym stopniu schodów.
Po raz pierwszy zobaczył Harry'ego Pottera i nic nie mógł poradzić na ciche przekleństwo, które wyrwało się z jego ust.
Potter okazał się średniego wzrostu brunetem, o oliwkowej skórze i wyraźnie zielonych oczach, które zostały podkreślone przez butelkową koszulę. Miał szerokie ramiona i był dobrze zbudowany. Jego przedramiona były odsłonięte przez podwiniętą do łokci koszulę i Ethan poczuł, jak robi mu się słabo. Dawna miłość Deana okazała się cholernie seksownym facetem i nagle gula w jego gardle przybrała wielkość piłki do tenisa.
- Dean. - Harry wyszczerzył się, schodząc z ostatniego stopnia i podchodząc do nich.
- Harry. - Uśmiech Thomasa był radosny i ciepły, gdy obejmował przyjaciela. - Zmieniłeś się.
- Ty też. - Potter obrzucił go wzrokiem, a następnie jego oczy spoczęły na Ethanie, który wymusił uśmiech. - A ty zapewne jesteś Ethan. Dean dużo o tobie pisał.
- Um... Ta, hej. - Wyciągnął dłoń, oficjalnie się z nim witając.
- Harry. - Gryfon potrząsnął jego dłonią, uśmiechając się szeroko. - Mam nadzieję, że Draco o was zadbał.
Blondyn prychnął, podchodząc do bruneta i obejmując go w pasie.
- Oczywiście.
Potter posłał mu zdegustowane spojrzenie, ale nic nie powiedział. Wyczarował natomiast drugi fotel, który nagle pojawił się obok pierwszego, co sprawiło, że Ethan drgnął z zaskoczenia. Nie był przyzwyczajony do tak nagłego pojawiania się rzeczy.
- Wybacz. - Harry posłał mu przepraszający uśmiech i zajął swój fotel.
Wszyscy poszli za jego przykładem, również siadając na swoich miejscach.
- Napijecie się czegoś?  
- Może czekolady...? - Dean zawiesił głos, spoglądając na drugiego Gryfona z psotnym błyskiem w oku.
Ślizgon prychnął, ale został zignorowany przez Thomasa i swojego chłopaka, który od razu uśmiechnął się szerzej, jakby propozycja picia gorącej czekolady była najlepszym pomysłem na świecie.
- A ty, Ethan? Też chcesz czekolady?
- Wystarczy woda z cytryną, dziękuje.
Nie wiedział, co ma ze sobą zrobić. Widział podekscytowanie swojego chłopaka, szczęśliwą twarz Pottera i znudzoną minę blondyna. Trzech cholernie pociągających facetów, których w niczym nie przypominał. Znów odniósł to okropne wrażenie, że nie powinno go tu być; że tu nie pasuje.
Zaczął bawić się swoimi palcami.
Tymczasem brunet machnął dłonią, a na niewielkim stoliku, oddzielającym kanapę od foteli, pojawiły się zamówione przez wszystkich trunki. Draco otrzymał swoje ulubione wino, na co uniósł jedynie brew, Ethan dostał swoją skromną wodę, a on z Deanem - gorącą czekoladę.
- Chwila... - Thomas zapatrzył się na butelkę pełną czekolady, którą stała pomiędzy ich niewielkimi kubeczkami. - Czy ja dobrze widzę...?
Gryfon wyszczerzył się, a jego uśmiech rozjaśnił całe pomieszczenie. Wyglądał w tym momencie jak dziecko, a nie dojrzały mężczyzna.
Wood nie potrafił przestać się gapić.
- Mhm, otworzyłem sklepik z czekoladą.
Thomas roześmiał się, wspominając ich wspólną tradycję picia gorącej czekolady przed snem.
- Czyli to jest twoje nowe zajęcie, którego nie chciałeś zdradzić... - Pokręcił głową.
Upił łyk i mruknął z aprobatą.
- Jest niesamowita.
- Draco mówi, że nie ma w niej nic specjalnego. - Pochylił się i ściszył głos. - Wiem, że kłamie.
- Wszyscy cię słyszą, Potter - burknął Ślizgon, wywracając oczami. - I nie kłamię.
- Mhm... - Harry pokiwał gorliwie głową. - Kochasz ją.
Ethan uśmiechnął się nawet delikatnie, słysząc tę wymianę zdań, a jego uśmiech tylko poszerzył się, gdy Malfoy nagle przybliżył się do bruneta i szepnął mu coś na ucho, co od razu wywołało zmieszanie na jego twarzy. W tym momencie upewnił się, że Potter mu nie zagrażał. Najwyraźniej on i Draco nie widzieli świata poza sobą.
Jego zadowolenie szybko znikło, gdy spojrzał na swojego chłopaka i ujrzał jego spojrzenie - pełne irytacji i złości. A to wszystko przez to, że Draco i Harry byli blisko.
Upił łyk wody. Gula w jego gardle wciąż rosła.
Harry odchrząknął.
- A ty czym się zajmujesz, Ethan? Nie wydaje mi się, by Dean wspominał.
- Um... Pracuje jako mechanik. Naprawiam samochody.
Potter pokiwał w zrozumieniu głową, natomiast Draco... On wydawał się dziwnie zaintrygowany.
- To te dziwne urządzenia, w których przemieszczają się mugole?
- Eee... - Zamrugał. - Tak. Nigdy nie widziałeś samochodu?
- Widziałem. - Malfoy wykrzywił wargi, pochylając się do przodu. - Zawsze jednak zastanawiałem się jak to działa.
- Ej! Mnie nigdy o to nie spytałeś! - Harry uderzył go w ramię, choć wydawał się bardziej rozbawiony, niż zły.
- Bo ty się nie znasz - stwierdził prosto blondyn i zwrócił się do Ethana: - Jak to działa bez magii?
Chłopak zamrugał, szczerze zdziwiony, że może istnieć ktoś, kto nie ma żadnego pojęcia o rzeczy, która jemu wydawała się naturalna. A to, że mógł podzielić się swoją wiedzą z takim facetem... Poczuł delikatne ukłucie zadowolenia.
Nawet nie zauważył, gdy pogrążył się z Malfoyem w dyskusji o samochodach, ich modelach i wszystkich narzędziach, które były potrzebne, by pojazd był sprawny. Szybko okazało się, że blondyn jest niezwykle inteligentny, a jego uwagi i pytania są naprawdę trafne. Nie wiedział nawet, ile czasu minęło, dopóki nie przerwał mu głos Deana, o którym całkowicie zapomniał.
- Ethan? - Poczuł dłoń na swoim ramieniu. - Wyjdę na chwilę z Harrym, dobrze? Pokaże mi swój sklep.
Spojrzał na swojego chłopaka, który wyglądał na szczęśliwego. Wymusił uśmiech i ścisnął jego dłoń. Znów dopadła go szara rzeczywistość.
- Dobrze.
- A ty dokąd, Potter?
- Z Deanem.
Draco w odpowiedzi uniósł jedynie brew i Ethan z zazdrością patrzył, jak Harry podchodzi do niego i całuje go w usta.
- Niedługo wrócimy - powiedział jeszcze, nim obaj usłyszeli dźwięk zamykanych drzwi.
Szatyn westchnął i wypił resztki swojej wody.
- Co jest z wami?
Pytanie było zaskakujące i omal nie upuścił szklanki, którą jednak udało mu się odstawić bezpiecznie na stolik.
- Nie rozumiem - mruknął.
- Ty i Dean. Jesteś jakiś spięty.
- Nieprawda.
W odpowiedzi znów ujrzał uniesioną brew blondyna. To było irytujące.
- Słyszałem o ich wspólnej historii... - zaczął, bawiąc się nerwowo palcami. - Po prostu boję się... Nie chcę, żeby znowu...
- Harry zawrócił mu w głowie?
Pokiwał głową.
- To się nie stanie. Harry jest mój. - Pewność w jego głosie była niemal przerażająca.
- Wiem. - Westchnął. - Ale Dean...
- Thomas zawsze był irytujący - powiedział nagle Draco. - Zawsze kręcił się obok Harry'ego i doprowadzał mnie do szału. Ale potrafiłem go rozgryźć. I teraz jestem niemal pewien, że nie patrzy już na niego w ten sposób.
- Nie wiem. - Wzruszył ramionami. - Może masz rację...
- Ja zawsze mam rację, Wood. - Uniósł kieliszek z winem w geście toastu. - Zawsze.

***

Dean opadł na kanapę, uśmiechając się radośnie.
- Widziałem jego sklep. Jest fantastyczny. Gdybym nie miał galerii, chciałbym mieć coś podobnego.
Ethan skinął głową i przysunął się bliżej swojego chłopaka. Wciąż miał w głowie słowa Dracona.
Zostali sami w salonie, bo Harry poszedł do kuchni po ciasto, a Malfoy stwierdził, że mu pomoże, co zapewne znaczyło jedynie tyle, że zafunduje mu serię obściskiwania. Albo czegoś podobnego.
Dean objął go, przyciągając jeszcze bliżej.
- Widziałem, że rozgadałeś się z Malfoyem. - Jego głos stał się nagle niepewny. - Chyba ci się nie spodobał, co?
Szatyn aż uniósł się, spoglądając z zaskoczeniem na chłopaka.
- Co? Zwariowałeś?
- Nie wiem. - Thomas wzruszył ramionami. - Wydawałeś się całkowicie pochłonięty rozmową z nim...
- Tak jak ty z Harrym - prychnął, wydymając dolną wargę.
- Może trochę. - Uśmiechnął się. - Chyba nie jesteś zazdrosny, co?
- Um...
- Ethan... - Dean pokręcił głową, nagle łapiąc jego twarz i całując go mocno w usta. - Kocham cię.
- Ja ciebie też - wymamrotał, kładąc dłonie na jego ramionach. - Bardzo.
- To dobrze. - Thomas wyszczerzył się. - Co o nich myślisz?
- Są... specyficzni. I bardzo ze sobą zżyci. Ładna z nich para.
- Taa... - Westchnął. - Nigdy nie lubiłem Malfoya, ale pasują do siebie. - Spojrzał na niego. - Tak jak my.
Szatyn pokiwał głową, wzdychając w duchu. Czuł się spokojniejszy po tych zapewnieniach.
- Mamy ciasto! - Potter wszedł nagle do salonu, niosąc paterę z ładnie wyglądającą szarlotką. A to, że miał ogromną malinkę na szyi, której chwile wcześniej tam nie było, nie zwróciło niczyjej uwagi. A przynajmniej udawali, że tak było.
Od tej chwili przyszłość jawiła się Ethanowi w jasnych barwach.

środa, 22 czerwca 2016

Rozdział 12

Wiem, że znowu musieliście czekać, ale nic nie mogę poradzić na swój brak weny, niestety ;(
Dziękuję wszystkim za komentarze i za to, że wciąż czekacie <3
Przed Wami ostatni rozdział "Chłopca...", a po nim już tylko epilog.
Pozdrawiam!
____________________________________________________________________

- Nie mam czasu dla gości, Potter.
Draco stał z założonymi na piersi rękoma, nie zamierzając się odsuwać i wpuszczać go do środka. Od razu wiedział, kto czeka nie niego po drugiej stronie, ale zdecydowanie miał za mało czasu, by się na to przygotować. Widok Gryfona przy wejściu do jego komnat,gdy kilka godzin wcześniej widział go w takiej sytuacji... To było zbyt wiele.
Jak zwykle jednak dobrze wychodziło mu udawanie. Jego obojętna maska była na swoim miejscu, a szare oczy przybrały odcień burzy.
- Nie wpuścisz mnie? - Brunet wyglądał na rozstrojonego, a jego ramiona były opadnięte, zupełnie jakby był załamany lub zrezygnowany.
Malfoy nie zamierzał tego analizować.
- Mam się powtarzać? - Uniósł wyzywająco jedną brew. - Nie mam czasu.
Potter przestąpił z nogi na nogę.
- Wydawało mi się... - zawahał się -  że byliśmy umówieni na później. Nie przyszedłeś, więc...
- Byłem wcześniej. - Pozwolił sobie na drwiący uśmieszek. - Wtedy to chyba ty byłeś zajęty.
- Draco...
- Daj spokój, Potter - przerwał mu, nie chcąc już tego słuchać. Czuł, że znów zaczyna się denerwować, a to nigdy nie kończyło się dobrze. - Nie mamy o czym rozmawiać.
Widział, jak Gryfon się waha. Na jego twarzy pojawiło się tysiące emocji, ale zanim zdążył je wszystkie rozszyfrować, niewidzialna siła pchnęła go do wnętrza pokoju.
Nie zdążył nawet krzyknąć. Znalazł się w środku, nie mogąc się ruszyć, a Harry spokojnie wkroczył do pomieszczenia i zamknął za sobą drzwi.
- Wysłuchasz mnie, Draco - powiedział, a Ślizgon mógł dostrzec w nim tą gryfońską zaciętość, która tak często ujawniała się w zachowaniu Pottera. Wiedział już, że tak szybko nie zostanie uwolniony.
Brunet rozejrzał się po zniszczonym wnętrzu salonu, a na jego ustach zaigrał nikły uśmiech. Już po chwili wszystko znajdowało się na swoim miejscu, a on usiadł na kanapie i posłał mu przepraszające spojrzenie.
Malfoy naprawdę chciał go skrzywdzić.
- To, co wydarzyło się wczoraj, było błędem.
Gdyby nie zaklęcie, które trzymało go w bezruchu, zamarłby po tym, co przed chwilą usłyszał. Poczuł ucisk w piersi. Wiedział, że tak to się skończy.
Harry jednak dopiero zaczął.
- Powinniśmy zacząć od rozmowy - mruknął. - Może wtedy wszystko stałoby się łatwiejsze.
Westchnął.
- Gdyby nie Seamus, prawdopodobnie straciłbym szansę na odzyskanie wszystkiego. - Zaśmiał się głucho. - O ile teraz jej nie tracę, oczywiście. Albo już jej nie straciłem.
Gdyby Ślizgon mógł zmarszczyć brwi, prawdopodobnie by to zrobił. Nic nie rozumiał.
- Chcę jednak zacząć od początku... - ciągnął - a żeby tak się stało, musimy cofnąć się kilka lat wstecz.

***

Dwa lata wcześniej 
Severus na szczęście znajdował się w swojej sypialni i najwyraźniej nie zamierzał z niej wychodzić, co bardzo sprzyjało Harry'emu, który ze zmarszczonymi brwiami przyglądał się Seamusowi zalegającemu na jego kanapie. Nie było z nim żadnego kontaktu, a Gryfon nie zamierzał czekać do rana, więc zszedł do piwnicy, gdzie znajdowało się prywatna pracownia Snape'a i w jego zapasach odnalazł Eliksir Wytrzeźwiający.
Szybko wrócił na górę i siłą wlał zawartość fiolki do gardła chłopaka. Na reakcję nie musiał długo czekać.
Finnigan zakasłał i uniósł powieki, patrząc na niego załzawionymi oczyma.
- P-potter? - wychrypiał, marszcząc brwi.
Harry bez słowa podał mu wyczarowaną szklankę wody, którą też opróżnił za jednym razem.
- Gdzie jesteśmy? - zapytał, siadając prosto.
- W moim domu - odpowiedział krótko.
- A co ja tu robię...?
- Chciałbym to wiedzieć... - mruknął brunet i usiadł obok szatyna, choć starał się przy tym zachować jak największą przestrzeń pomiędzy nimi. Z daleka wyczuwał smród alkoholu i potu. - Znalazłem cię pijanego pod klubem. Prawie zamarzłeś na śmierć.
Seamus wzruszył ramionami.
- Dzięki - burknął, wstając z kanapy.
Harry poczuł, jak jego nozdrza drgają. Był głodny i śpiący, ale zamiast zaspokoić swoje podstawowe potrzeby, zajął się tym bucem, który nawet nie zamierzał mu niczego wyjaśnić. Czasem przeklinał swoją gryfońską zdolność do niesienia pomocy.
- I tyle? Zamierzasz wyjść? - Uniósł brwi.
- Oczekujesz jakichś innych podziękowań? - parsknął.
Brunet z ledwością powstrzymał się od złośliwego komentarza. Przebywanie w pobliżu Severusa miało na niego naprawdę duży wpływ.
- Chciałbym tylko wiedzieć, dlaczego tam leżałeś, zalany w trupa. - Wzruszył ramionami. - Poza tym masz w ogóle gdzie iść?
- Wynajmuję kawalerkę - wymamrotał, a Harry usłyszał niepewność w jego dalszych słowach. - I nie będę zwierzał ci się ze swojego życia.
- Nie musisz. - Harry wywrócił oczami. To też nie był jego nawyk, dopóki nie poznał pewnej osoby. Nie chciał jednak teraz o tym myśleć. - Ale możesz tu zostać, jeśli chcesz. Nie ma sensu, byś w tym stanie się teleportował. Eliksir nie eliminuje wszystkich skutków upojenia.
- Od kiedy to jesteś takim wielkim znawcą eliksirów, co Potter? - Seamus spojrzał na niego kpiąco, ale z powrotem zajął miejsce na kanapie.
- Od kiedy mieszkam z Mistrzem Eliksirów - odpowiedział prosto, udając, że nie dostrzega zaskoczenia na twarzy drugiego chłopaka.
- Więc to prawda... - mruknął szatyn, a jego brązowe oczy wpatrywały się w niego z niedowierzaniem. Harry nie mógł jednak nie odnieść wrażenia, że wydawały mu się one niezwykle smutne.
Potter wzruszył ramionami.
- Powiesz mi, co się z tobą stało? - Powrócił do wcześniejszego tematu.
- To znaczy? - Finnigan zdawał się udawać głupiego i brunet naprawdę nie dostrzegał w tym niczego sensownego.
- Dlaczego leżałeś pod tym klubem?
Cisza, która zapadła po tym pytaniu była bardziej niż wymowna.
- To nie jest twoja sprawa - wydusił w końcu szatyn.
- Nie jest - przyznał. - Jeśli nie chcesz, nie mów. - Wstał z kanapy, a na jego miejscu pojawił się koc. - Miłej nocy.
Był już w połowie drogi do wyjścia, gdy usłyszał głos Seamusa.
- Rozstaliśmy się z Danielem.
Prawie się uśmiechnął. Ta metoda zawsze działała.
Odwrócił się, posyłając chłopakowi zaskoczone spojrzenie.
- Co się stało?
Finnigan spuścił wzrok, zawstydzony.
- To moja wina - przyznał cicho. - Wszystko zepsułem.
- Dlaczego? - Usiadł obok.
- Zdradziłem go.
Harry na chwilę zaniemówił. Tego się nie spodziewał.
- Nie rozumiem - wykrztusił w końcu. - Przecież go kochałeś.
Oczywiście nie mógł nie słyszeć o Seamusie i Danielu, gdy kończył Hogwart. Wciąż pamiętał reakcję matki Finnigana, gdy się dowiedziała o homoseksualizmie swojego syna. Chyba wszyscy o tym pamiętali. Nie było to najprzyjemniejsze wydarzenie.
Seamus zerwał kontakt z własną rodziną, by być z Krukonem. Potter nie potrafił zrozumieć jego zachowania, choć on też nie był przecież wzorem, jeśli chodziło o związki. W całym swoim życiu był w tylko jednym i nie skończyło się to najlepiej.
- Kochałem - mruknął. - I wciąż kocham. Po prostu jestem skończonym idiotą, który zaprzepaścił wszystko. - Spojrzał mu prosto w oczy, a ból, który brunet w nich dostrzegł, przypomniał mu o jego najgorszych chwilach. Był w stanie go zrozumieć.
- Ja już nie daję rady... - wyznał. - Wiem, że Daniel mi nie wybaczy; że jestem dla niego zwykłą dziwką. Zupełnie jak kiedyś.
Harry przełknął ślinę. Nie spodziewał się, że rozmowa zejdzie na tak trudne tematy. Nie wiedział, czy chciałby ją zaczynać, gdyby miał wcześniej tego świadomość.
- Chcesz mi o tym opowiedzieć? - zapytał, starając się brzmieć przyjaźnie i cierpliwie. Nie lubił Seamusa, miał z nim złe wspomnienia, ale pamiętał, gdy sam był w rozsypce i mógł przynajmniej go wysłuchać.
Finnigan skinął głową. A potem zaczął mówić.

***

- Tak się poznaliśmy. - Wzruszył ramionami. - Seamus przechodził ciężkie chwile, a ja starałem się mu pomóc. Z czasem się zaprzyjaźniliśmy i tak nasza znajomość przetrwała do dziś.
Gryfon najwidoczniej skończył część swojej historii, bo zrobił przerwę i wpatrywał się w niego, jakby oczekując jakiejś reakcji. Draconowi ciężko było jakkolwiek zareagować, bo zaklęcie wciąż nie pozwalało mu na żaden ruch. Gdyby mógł, parsknąłby śmiechem.
Spojrzał na niego z wyczekiwaniem i dopiero po chwili zobaczył zrozumienie na twarzy Pottera, które szybko zamieniło się w zmieszanie.
- Zapomniałem - wymamrotał.
Chwilę później Ślizgon poczuł, jak niewidzialna siła przestaje go przytrzymywać. Westchnął z ulgą i przeciągnął się, słysząc jak strzykają mu wszystkie kości. Skrzywił się.
Spojrzał ciężkim wzrokiem na swojego gościa, zastanawiając się, co z nim zrobić. Jego opowieść była doprawdy fascynująca, ale niczego nie zmieniła. Draco wciąż pamiętał o sytuacji, w jakiej zastał Harry'ego z Finniganem.
- Potter! - warknął. - Jeszcze jedna taka sztuczka...
- Przepraszam. - Uśmiechnął się, wcale nie wyglądając, jakby było mu przykro. - Inaczej byś mnie nie wysłuchał.
- Świetnie - parsknął. - Wysłuchałem, a teraz możesz już wyjść.
- Ale...
- Nie mam dla ciebie czasu, Potter. I tak dostatecznie dużo zmarnowałem na wysłuchanie ckliwej opowiastki o tym, jak to spotkałeś Finnigana, pomogłeś mu, a na końcu wylądowaliście w łóżku.
Zacisnął zęby. Nie chciał nawet sobie tego wyobrażać.
Gryfon zerwał się z kanapy, a szok wymalowany na jego twarzy był jasną odpowiedzią na to, że nie wie, o czym blondyn mówi. Malfoy zmarszczył brwi.
- Co? Oszalałeś?! Nigdy nie spałem z Seamusem!
- Wiem, co widziałem - syknął. Z pewnością nie da zrobić z siebie idioty.
- Widziałeś tylko to, co miałeś zobaczyć. - Głos Harry'ego stał się nagle cichy i niepewny, a gorzkie nuty, które z niego wyłapał wcale nie sprawiły, że poczuł się lepiej. - I najwyraźniej podziałało...
Westchnął i na powrót zajął miejsce na kanapie. Poklepał siedzenie obok siebie.
- Usiądziesz? I porozmawiamy na spokojnie?
Draco prychnął, ale coś w spojrzeniu drugiego mężczyzny nie pozwoliło mu na odmowę.
- Od kiedy preferujesz spokój? Co się stało z gwałtownym Potterem i jego nieprzemyślanymi planami?
- Chyba Seamus wybił mi je z głowy.
Malfoy skrzywił się na dźwięk tego imienia, ale pozwolił mu kontynuować.
- Nawet nie wiesz, jak dziwnie czułem się, gdy obudziłem się obok ciebie. - Pokręcił głową. - Wszystko działo się tak szybko... Nie miałem nawet czasu, by pomyśleć, a już byliśmy w łóżku. To trochę mnie przerosło.
- Gdy spojrzałem na ciebie, takiego zadowolonego, przestraszyłem się. Przypomniałem sobie, że kiedyś byłeś przecież taki sam, a później okazało się to kłamstwem... Zastanawiałem się nawet, czy od początku nie chodziło ci o to, żeby zaliczyć.
- Potter...
- Wiem. - Zaśmiał się gorzko, ukrywając twarz w dłoniach. - Jestem głupi. Po prostu nie potrafiłem zapomnieć o tym, co stało się kiedyś; jak mnie oszukałeś.
Draco spuścił wzrok. Nie miał usprawiedliwienia.
- I dlatego zrobiłem coś bardzo głupiego. Zmusiłem Seamusa, by udawał mojego kochanka, bo myślałem, że wtedy znikniesz, a ja zapomnę. - Gdy uniósł głowę, jego oczy były wilgotne. - A potem Seamus uświadomił mi, że powinienem w końcu ruszyć do przodu i przestać się bać. I wtedy zrozumiałem, że wszystko spieprzyłem.
Przez chwilę nikt się nie odzywał. Ślizgon czuł, że po raz kolejny się ośmieszył, oskarżając Gryfona i pokazując tym samym swój brak zaufania do niego. Poza tym znów czuł wyrzuty sumienia, które były jak cierń i ciągle dawały o sobie znać. Szczególnie w takich momentach.
- Nadal chcesz, żebym znikł z twojego życia? - zapytał cicho. Po raz kolejny odczuwał niepewność i czuł się z tym wyjątkowo nieswojo.
- Nie.
Przymknął na chwilę oczy, dziękując w duchu Merlinowi. Następnie przekręcił się bardziej w stronę Harry'ego i spojrzał na jego przystojną, ale w tym momencie bardzo niepewną, twarz.
- Jesteś pewien?
Gdy w odpowiedzi Gryfon pokiwał głową, Draco wyciągnął dłoń i już po chwili trzymał go w swoich ramionach.
Pogładził jego plecy, wdychając zapach czekolady. Uśmiechnął się przy tym błogo.
- Czy... - zaczął, odsuwając się. - Czy będziesz kiedyś w stanie mi wybaczyć?
Harry odwrócił wzrok.
- Już ci wybaczyłem. Nie mogę tylko przestać się bać. - Uśmiechnął się blado. - Gdzie podziała się moja gryfońska odwaga?
- Pewnie wciąż jest na swoim miejscu. - Pogładził jego policzek. - Sprawię, że kiedyś przestaniesz. Obiecuję.
- Nie... Żadnych obietnic, Draco.
- Żadnych obietnic.
- To wcale nie zabrzmiało jak obietnica... - Harry uśmiechnął się, a Ślizgon chyba po raz pierwszy tego dnia dostrzegł cień wesołości w jego zielonych oczach. Szybko jednak znikł, zastąpiony przez powagę i smutek.
- Seamus powiedział, że muszę zrobić coś jeszcze, żeby zapomnieć. I dlatego musisz coś zobaczyć.

***

Pogoda w Dolinie Godryka nie sprzyjała wycieczkom, a już w szczególności, gdy znajdowało się na niewielkim wzgórzu, na którym wiatr zacinał z nieprawdopodobną siłą. Nie miało to jednak znaczenia, gdy wpatrywali się w niewielki, zaśnieżony nagrobek.
Draco poczuł, jak dłonie zaczynają mu drżeć.
- Kiedy to zrobiłeś?
- Jakiś czas po tym, jak wyszedłem ze szpitala. To w pewien sposób pomogło mi dojść do siebie. - Harry machnął dłonią, a śnieg znikł z płyty nagrobnej, a na jego miejscu pojawił się bukiet śnieżnobiałych kwiatów.
- Nigdy sobie tego nie wybaczę.
- To nie ty go zabiłeś.
- Ale ja cię tam ściągnąłem. - Kilka łez spłynęło po jego policzkach. - Żałuję tego każdego dnia.
Poczuł, jak dłonie Gryfona obejmują jego twarz. Uniósł wzrok, patrząc prosto w jego szmaragdowe oczy.
- Ja tobie wybaczyłem. Teraz ty musisz wybaczyć sobie, Draco.
Malfoy przymknął oczy i wtulił się w bruneta, szukając akceptacji i ciepła. Chyba nie był jeszcze gotowy na wybaczenie samemu sobie.
Długo stali tak, przyciśnięci do siebie i szukający pocieszenia u siebie nawzajem. Draco nie wiedział ile czasu minęło, zanim postanowił się odsunąć.
- Czy mogę? - zapytał i wskazał na nagrobek.
Gdy Harry kiwnął dłonią, uniósł różdżkę i wyczarował niewielki wieniec.
- Nie mogę mieć dzieci. - Usłyszał nagle. Z zaskoczenia różdżka wyleciała mu z dłoni i wylądowała w zaspie. Przywołał ją machnięciem dłoni.
- Co...? - wykrztusił.
- Nie mogę mieć dzieci. I nie wiem, dlaczego ci to mówię, ale nie mogę. - Wbił dłonie w kieszenie płaszcza, patrząc przed siebie.
Draco po raz kolejny poczuł, jak zalewa go fala wyrzutów sumienia. Poza tym był również żal, bo czasem, w chwilach swego rodzaju nietrzeźwości, wyobrażał sobie ich dziecko o kruczoczarnych włosach i stalowoszarych oczach. Chciał mieć z nim dziecko.
- Jesteś pewien?
- Tak. - Pokiwał głową. - To wina mojej magii. W trakcie walki, gdy... gdy go straciłem, byłem osłabiony. Moja magia najwidoczniej stwierdziła, że winą była ciąża. Chciała mnie chronić, więc zablokowała moją zdolność do posiadania dzieci. Nawet eliksiry nie są w stanie mi pomóc.
- Wiesz, że pracowałem we Francji jako magomedyk. Mam znajomości. Może mógłbym...
- Draco. - Harry spojrzał na niego, a smutek w jego oczach był aż nadto widoczny. - Myślisz, że nie wzywali specjalistów z całego świata? W końcu jestem tym słynnym Harrym Potterem. - Wywrócił oczami. - Nic nie da się zrobić.
- Przepraszam.
- Malfoy, jeszcze raz mnie przeprosisz i obiecuję, że nigdy więcej mnie nie zobaczysz.
- Miało być bez obietnic, Potter.
Uśmiechnęli się do siebie.
- Znowu wygrałem.
- Nigdy nie wygrywasz, Malfoy.
Jeszcze chwilę wpatrywali się w nagrobek i Draco nagle drgnął, gdy dostrzegł nowy napis, który pojawił się na płycie.
- Dlaczego...? - wykrztusił.
- Bo na to zasługujesz. On na to zasługuje.
Ślizgon po raz kolejny poczuł, jak jego oczy stają się wilgotne. Wyciągnął dłoń i splótł palce z palcami Gyfona.
- Dziękuję.
Tu leży 
James Potter - Malfoy 
"Nawet gdy odejdzie na zawsze, jego miłość będzie nas zawsze chronić"

niedziela, 29 maja 2016

Rozdział 11

Jakoś go skończyłam. Nie jestem jednak zadowolona, więc ocenę pozostawiam Wam. 
Pozdrawiam ;)

__________________________________________________________________________

Dwa lata wcześniej 
Harry nie pamiętał, kiedy ostatni raz wracał do domu wcześniej, niż przed północą. Już niemal dwa lata ciągnęła się sprawa poszukiwań niedobitków - Śmierciożerców rozproszonych po całym świecie, i za każdym razem, gdy myśleli, że to już ostatni, pojawiał się ktoś nowy, o kim nie wiedzieli wcześniej. Zaczynał mieć tego dość. 
Jego ciężki oddech brzmiał zaskakująco złowieszczo, gdy przemierzał ciemne uliczki Londynu. O tej porze mieszkańcy miasta zazwyczaj bawili się w pobliskich klubach, ale noc była zimna i mroźna, więc większość zapewne postanowiła zostać w ciepłych, bezpiecznych domach. 
Mógł skorzystać z teleportacji, ale czuł, że przy jego stanie kompletnego wyczerpania, gdy oczy przymykały mu się ze zmęczenia, nie było to najlepszym pomysłem. Wobec tego postanowił wybrać spacer, który miał go rozbudzić. 
Skulił ramiona, wbijając dłonie w kieszenie płaszcza i zaklął siarczyście, gdy poczuł uderzenie mroźnego podmuchu wiatru. W tym momencie czuł się całkowicie rozbudzony. 
Jakiś ruch przykuł jego uwagę. Jego oczy od razu zmrużyły się, czujnie obserwując otoczenie, a ramiona spięły automatycznie. Kojarzył to miejsce, dobrze wiedząc, że w pobliżu znajdował się klub gejowski, do którego nigdy nie miał odwagi wstąpić. Powoli ruszył przed siebie, a z każdym kolejnym krokiem dostrzegał coraz wyraźniej ciemną postać leżącą pod ścianą jednego z budynków. Nie wyczuwał żadnego zagrożenia, więc zbliżył się do nieznajomego, dopiero po chwili dostrzegając, że ten jest nieprzytomny. 
- Przepraszam - powiedział głośno, łapiąc ramię, jak zdążył już zauważyć, mężczyzny, i potrząsnął nim. W ciemnościach niezbyt wyraźnie dostrzegał jego twarz, więc wyciągnął różdżkę i wymamrotał ciche "Lumos". Był bardziej niż zaskoczony, gdy dostrzegł znajomą postać. Nie widzieli się od... zakończenia roku szkolnego i Harry jakoś tego nie żałował, ale gdy widział jego żałośnie skuloną sylwetkę, czuł wewnętrzny przymus, by mu pomóc. 
- Seamus... - burknął, klepiąc go po policzku. Gdy nie dostrzegł żadnej reakcji, westchnął cicho i uderzył znacznie mocniej. Dźwięk, który powstał na skutek uderzenia wydał mu się znaczniej głośniejszy, niż się tego spodziewał. Skrzywił się. 
Finnigan jęknął i poruszył się. Jego powieki powoli się uniosły, a gdy źrenice spotkały się ze światłem bijącym z różdżki Gryfona, jęknął raz jeszcze. 
- P-potter... - wymamrotał. - Co ty t-tu...? 
Gdy Harry poczuł alkoholowy oddech drugiego mężczyzny, jego twarz ściągnęła się z niesmaku. Nie mógł jednak tak go zostawić, więc westchnął jedynie i złapał go za ramiona, starając się go podnieść. Nie było to najłatwiejszym zadaniem, ponieważ Finnigan zdawał się stracić całkowitą kontrolę nad swoim ciałem. 
Harry stęknął cicho, obejmując go w pasie. 
- No dalej... - burknął, zarzucając sobie jego ramię na swoje barki. - Zabierzemy cię do mnie. To niedaleko. 
Miał wrażenie, że czeka go naprawdę ciężka noc.  

***
 
Gdy Draco obudził się następnego dnia, Harry jeszcze spał. W nocy przekręcił się na drugi bok, wtulając się plecami w jego klatkę piersiową i mocno ściskając jego rękę, która pozostała przerzucona przez jego bok. Ślizgon nie zamierzał go budzić, wykorzystując ten czas na obserwacje. Podparł głowę na wolnej dłoni i starając się nie poruszać zbyt gwałtownie, odsunął biodra od drugiego, gorącego ciała. W głowie wciąż obijała mu się myśl o rozmowie, która z pewnością powinna odbyć się wczoraj, ale jak zwykle wyszło inaczej. Odkąd pamiętał, ich kłótnie zazwyczaj kończyły się w łóżku, a nie rozmową o problemach. Wczoraj było tak samo i Draco naprawdę chciałby czuć się z tego powodu gorzej, ale nie potrafił. Trzymanie w objęciach Pottera było zdecydowanie lepsze od wyrzutów i gorzkich słów, które z pewnością by padły i zapewne jeszcze dziś padną. Nie chciał uciekać przed rozmową, ale... tak było łatwiej. I przyjemniej. Dziś jednak chciał raz na zawsze zamknąć (a przynajmniej spróbować) rozdział związany z ich przeszłością. 
Pozwolił sobie na delikatny, niemal czuły uśmiech, gdy przyglądał się lekko rozwartym wargom Gryfona, jego rozwichrzonym, delikatnie mokrym od potu włosom i rozgrzanemu policzkowi. Pomimo tego, że stykał się z nim jedynie ręką, wciąż trzymaną w żelaznym uścisku, i nogami, odczuwał niezwykły gorąc emanujący z drugiego ciała. Harry zawsze grzał lepiej od wszystkich zaklęć ocieplających razem wziętych. 
Z racji tego, iż jego szare oczy ani na chwilę nie opuściły twarzy bruneta, z łatwością mógł dostrzec moment, w którym ten zaczął się budzić. Jego rzęsy zatrzepotały, z gardła wyrwało się ciche westchnienie, a palce zakleszczone na jego ręce rozluźniły się. 
- Dzień dobry, kociaku - mruknął, zanurzając nos w wilgotnych, ciemnych kosmykach. Czuł, że obaj potrzebują prysznica, ale jednocześnie nie chciało mu się ruszyć. Był zrelaksowany i zadowolony. 
Będąc tak blisko, nie miał problemu z wyczuciem nagłego spięcia u bruneta. Zmarszczył brwi i odsunął się nieco, spoglądając na jego twarz z zastanowieniem, ale wtedy Gryfon odsunął się i usiadł, nie starając się nawet przykryć cienką kołdrą. 
- Cześć... - wymamrotał, ziewając. - Jeszcze tu jesteś? 
Draco starał się nie wyglądać na zaskoczonego. Poczuł nieprzyjemny ucisk w żołądku, ale postanowił go zignorować, zdobywając się na krzywy, całkowicie sztuczny uśmieszek. 
- Liczyłem na śniadanie do łóżka - odpowiedział, również podciągając się do siadu i opierając o ramę łóżka. Starał się nie myśleć o słowach Gryfona i tym, że brzmiały całkiem... jednoznacznie. I ostatecznie. Chyba inaczej wyobrażał sobie ten poranek. 
Harry posłał mu trudne do zinterpretowania spojrzenie i wstał, a lekkie zmieszanie widoczne ma jego twarzy było jednoznaczne z tym, że krępuje się brakiem ubrań. Pospiesznie założył na siebie bokserki i oglądając się przez ramię, burknął: 
- Zajmuję pierwszy łazienkę. Możesz w tym czasie się... ogarnąć. 
- Nie dostanę nawet buziaka na dzień dobry? - Uśmiechnął się kpiąco. 
Potter zamarł, a następnie odwrócił się i dziwnie niezręcznym krokiem zbliżył się i cmoknął go w usta, robiąc to w tak beznamiętny sposób, że Draco z ledwością powstrzymał skrzywienie. Gdy Gryfon opuścił pomieszczenie, Malfoy przymknął oczy, czując jak jego serce nieprzyjemnie wali w piersi. Nie wiedział już, jak interpretować zachowanie drugiego mężczyzny. Wczoraj wydawało się, że ten jest chętny do przeniesienia ich relacji na inny, wyższy poziom, a dziś potraktował go jak jednonocną przygodę. Draco nie potrafił tego zrozumieć, a frustracja, którą zaczął odczuwać z tego powodu sprawiała, że miał ochotę coś zniszczyć. Wyczuwał tę niezręczność, typową dla jednorazowych sytuacji i był przez to wściekły na Pottera, bo ten zachowywał się, jakby wczorajszy wieczór nic nie znaczył. A przecież obaj wiedzieli, że to nieprawda. 

*** 

Gdy wyszedł z łazienki, Potter był w trakcie przygotowywania kawy. Nie wiedząc, co zrobić, zajął jedno z miejsc przy stole i zagapił się na jego szerokie plecy. 
- Chcesz jakieś śniadanie? - Harry zerknął na niego przez ramię, ale coś w jego tonie sprawiło, że Draco zaprzeczył. Czuł, że atmosfera pomiędzy nimi jest napięta i naprawdę nie potrafił zrozumieć, co zmieniło się w ciągu tej jednej nocy. 
- Mieliśmy porozmawiać - burknął, przyjmując kubek gorącego, pachnącego płynu. 
Potter zasiadł po drugiej stronie stołu, trzymając kubek swojej czarnej herbaty. 
- Mieliśmy. - Westchnął. - Przepraszam, czy możemy przełożyć to na wieczór? Kompletnie zapomniałem, że miałem plany na dziś. 
Ślizgon uśmiechnął się sztucznie, czując jak coś wewnątrz niego zaciska się coraz boleśniej. 
- Oczywiście - parsknął. 
Gryfon wyglądał na winnego i Draco dopiero po chwili zrozumiał, dlaczego powinien już wyjść. Może Potter po prostu potrzebował czasu, żeby wszystko sobie poukładać i przemyśleć? Wczoraj trochę ich poniosło, nie mieli nawet chwili na zebranie myśli. Tak, to miało sens. 
- Pójdę już. - Wstał nagle, odstawiając niedopitą kawę na stół kuchenny. - Zobaczymy się później? 
Może się mylił, ale wydawało mu się, że dostrzegł ulgę w zielonych oczach. 
- Tak, do zobaczenia. 
To był ten niezręczny moment, gdy obaj stali po przeciwnych stronach stołu i nie wiedzieli, co dalej. W końcu Malfoy przewrócił oczami i w dwóch krokach podszedł do Gryfona, obejmując go delikatnie. Złożył na jego policzku krótki pocałunek, posłał mu jeszcze jedno badawcze spojrzenie, a następnie odwrócił się i opuścił kuchnię. Chwilę później dało się usłyszeć dźwięk zamykanych drzwi frontowych. 

*** 

Miał wystarczającą ilość wolnego czasu, by sprawdzić testy trzecioklasistów, ale już przy drugim jego myśli uciekły do dzisiejszego poranka. Potter był taki... oschły. Zwykle to on nie okazywał emocji, ale to było inne. Zupełnie jakby ta noc nie była dla niego niczym więcej niż przelotnym seksem z przypadkową osobą. 
Skrzywił się. Ta myśl wyjątkowo mu się nie podobała. 
Odrzucił pióro, nie przejmując się, że atrament rozbryzgał się na pracach uczniów i odchylił się na krześle. 
Tłumaczył sobie jego zachowanie zwykłym zagubieniem, bo przecież sam nie wiedział na czym stoją, ale... Co jeśli się mylił? Jeszcze kilka godzin temu mógł przyrzec, że widział w jego oczach cień dawnego uczucia, ale teraz... Co jeśli tylko mu się wydawało? 
Westchnął i wyciągnął różdżkę, sprawdzając godzinę. Nie potrafił bezczynnie siedzieć, a zarazem wiedział, że nie jest w stanie robić nic poza zadręczaniem się nieprzyjemnymi myślami. W końcu postanowił wyjść na spacer. Pogoda nie zachęcała do opuszczenia murów zamku, ale wiedział, że jeszcze trochę i zwariuje. 
Wszystkie cudowne wspomnienia zostały wyparte przez niepewność i choć nie był typem osoby, która użala się nad sobą, nie potrafił przestać. 
- Kurwa - zaklął, zarzucając na siebie płaszcz. - Pieprzony Potter. 
Chwilę później opuścił swoje komnaty, trzaskając drzwiami znacznie głośniej, niż by wypadało, a świadczyły o tym okrzyki oburzonych obrazów. Zignorowanie ich bynajmniej nie przyszła mu z trudem. 

*** 

Nie wiedział jak to się stało, że znów trafił do Hogsmeade. Po prostu krążył po błoniach i jakimś trafem znalazł się koło bramy, a następnie obok Miodowego Królestwa. Chyba po prostu czuł, że nie może tak zostawić tej sytuacji i musi porozmawiać z Potterem. Może danie mu trochę więcej czasu na przemyślenie wszystkiego byłoby lepszym pomysłem, ale Draco przestawał już wierzyć w racjonalną część swojego umysłu. Z Potterem zawsze wszystko musiało być inne. Nawet jeśli chodziło o jego własną głowę. 
Przed zapukaniem w drzwi Gryfona, postanowił kupić najlepszą płynną czekoladę jaką sprzedawali w Miodowym Królestwie. Chciał trochę osłodzić im (głównie Harry'emu) tę trudną rozmowę, która ich czekała. 
Gdy już stał pod drzwiami jego domu, poprawił kołnierzyk śnieżnobiałej koszuli i zapukał. Wiedział, że Gryfon zapewne był już świadom jego obecności, ale mogli przynajmniej stwarzać pozory. 
Uśmiechał się nawet delikatnie, czekając na pojawienie się bruneta, ale ten uśmiech szybko zniknął, gdy drzwi otworzył mu ktoś zupełnie inny. I na dodatek wyglądający na równie zaskoczonego, co on. 
- Malfoy? - Jego zmarszczone brwi wiele mu powiedziały. 
Wykrzywił wargi w nieprzyjemnym uśmiechu i z całej siły ścisnął fantazyjną butelkę z czekoladą. 
- Finnigan - wycedził. - Jak miło. 
Wszystko byłoby w porządku, gdyby Finnigan miał na sobie koszulkę. Co prawda mógł się oszukiwać, że to może jakiś przypadek i nie ma nic wspólnego z tym, o czym pomyślał, ale wszystkie jego wątpliwości zostały rozwiane, gdy drzwi rozwarły się szerzej, a w progu stanął Potter. Również nie miał na sobie koszulki, jego włosy były bardziej rozczochrane niż zwykle, a spodnie niedbale zapięte. 
Draco starał się udawać, że wcale nie dotknął go ten widok. Ucisk w piersi mówił jednak zupełnie co innego. 
- Draco? - Harry miał czelność wyglądać na zaskoczonego. - Myślałem, że jesteśmy umówieni na później. 
Zacisnął zęby, powstrzymując odruch wyciągnięcia różdżki i pokazania im obu, gdzie ich miejsce. Wszystko w nim wręcz krzyczało, a gardło piekło od palącego poczucia straty. Naprawdę nie mógł uwierzyć, że po raz kolejny okazał się takim idiotą. Jak mógł wierzyć, że Potter chciał czegoś więcej? 
- Mój błąd - parsknął, a jego szare oczy pochłonął lód. - Miłej zabawy. 
Czuł, że to koniec. 
Odwrócił się i aportował. 

*** 

Seamus zamknął drzwi i spojrzał na przyjaciela. Harry wpatrywał się w drewno niewidzącym wzrokiem, a z jego twarzy można było czytać jak z otwartej księgi. Wyglądał na zranionego i patrzenie na niego w tym stanie niemal bolało. 
- Dlaczego to zrobiłeś? - mruknął, już po chwili czując na sobie materiał koszulki, która niespodziewanie zniknęła, gdy otwierał drzwi. Na szczęście był dobrym aktorem. I teraz przynajmniej rozumiał, co się stało. 
- Tak będzie lepiej. - Harry nie brzmiał na przekonanego, ale odwrócił się i odszedł, dając mu sygnał, że rozmowa jest już skończona. 
Finnigan nie zamierzał się tak łatwo poddać. Ruszył za nim akurat w chwili, gdy koszulka Pottera zmaterializowała się na jego ciele. Bardzo ładnym ciele, trzeba zaznaczyć, ale przez lata ich znajomości przyzwyczaił się już do jego zniewalającego wyglądu. Poza tym miał Daniela. 
- Mamy do pogadania, Potter - oznajmił, zakładając ramiona na piersi. - I tym razem nie wykpisz się tak łatwo. 

*** 

- Kurwa! - krzyknął, czując jak złość wypełnia całe jego ciało. - Kurwa! 
Nie pamiętał, jak znalazł się w zamku. Wiedział tylko, że aportował się pod bramę Hogwartu, a resztę drogi pamiętał jak przez mgłę. Wściekłość i poczucie zdrady wypełniało go od stóp do głów i wiedział, że w tym momencie był w stanie nawet zabić. 
Dopiero po chwili zauważył butelkę, którą wciąż ściskał w dłoni. Jego twarz wykrzywiła się w furii, a on zamachnął się i rzucił nią o drzwi, czując pewną satysfakcję, gdy usłyszał dźwięk tłuczonego szkła, a następnie ujrzał ciemną, niezbyt przyjemnie wyglądającą plamę. Satysfakcja ta nie trwała jednak długo i już po chwili nie był w stanie kontrolować samego siebie. Wszystko w jego komnatach, poczynając od foteli, a kończąc na butelkach z Ognistą zostało zniszczone. 
Draco rzucał zaklęcie za zaklęciem, wyobrażając sobie, że każda z tych rzeczy zamienia się w pieprzonego Pottera, który zabawił się nim, a później śmiał umówić się z Finniganem...! 
Nawet nie zauważył, kiedy z jego oczu zaczęły płynąć łzy. Dopiero po kilku minutach zorientował się, że czuje wilgoć na twarzy i z zaskoczenia aż opuścił różdżkę gotową do rzucenia kolejnego zaklęcia. 
Dużo czasu minęło od kiedy ostatni raz płakał i ta nagła zmiana, te kilka łez sprawiło, że całkowicie opadł z sił. Usiadł na podłodze, opierając się o niezniszczoną część fotela i schował twarz w dłoniach. Ból, który odczuwał w tym momencie był porównywalny z tym, który czuł pięć lat temu, gdy widział jak Czarny Pan celuje różdżką w Harry'ego. Później podobnie czuł się w Azkabanie, gdy dowiedział się, że Gryfon próbował popełnić samobójstwo. 
Zastanawiał się, czy był to jakiś rodzaj zemsty za wszystko, co Potter przez niego wycierpiał. To nawet miałoby sens. Dobrze wiedział, że gdyby jemu ktoś sprawił tyle bólu, pragnąłby się zemścić. Potter miał jednak okazję podczas jego rozprawy i jej nie wykorzystał. Czy teraz uznał, że się pomylił i czas wymierzyć sprawiedliwość? Malfoyowi ciężko było w to uwierzyć. 
Pamiętał każdą chwilę, którą razem spędzili, odkąd wrócił do Anglii. Byli przyjaciółmi, czuł to. W takim razie o co chodziło? Ta noc, to był tylko błąd? Potter tego żałował? 
Miał już mętlik w głowie. 
Otarł mokre policzki, kpiąc ze swojej głupoty, a następnie rozejrzał się po zniszczonym salonie. Uspokoił się już na tyle, by zrozumieć, że jego zachowanie było zdecydowanie zbyt emocjonalne jak na niego i powinien posprzątać ślady swojego wybuchu, ale w tym momencie miał to gdzieś. Przeszedł nad spalonym podręcznikiem do numerologii i wszedł do sypialni. Wyglądała tak jak ją zostawił dzień wcześniej i ta myśl przywołała jeszcze więcej wspomnień. Potrząsnął głową, starając się je odgonić. 
Nie zamierzał się krygować i ułożył się na łóżku w ubraniach. Długo rozmyślał nad całą sytuacją, aż w końcu popadł w swego rodzaju letarg, z którego wybudził się kilka godzin później, słysząc dzwonek do drzwi. Mozolnie uniósł się do siadu, a na jego usta wypłynął ironiczny uśmieszek. Już wiedział, kogo spotka po drugiej stronie.