piątek, 7 sierpnia 2015

Rozdział 32

Nareszcie coś mi się udało naskrobać! Dziękuję wszystkim za słowa otuchy i za to, że mimo wszystko wciąż tu jesteście.
Pozdrawiam ;)

____________________________________________________________________________

Gdy pukał i wchodził do pustej sali, wyrwany świstek papieru znajdował się w tylnej kieszeni jego spodni. Już od rana, gdy tylko znalazł go w swojej torbie, nie mógł doczekać się spotkania z Danielem. Próbował trochę przystopować swoje rozszalałe emocje, ale prawda była taka, że od początku był spalony. Cieszył się jak głupek i nie potrafił przestać.
- Daniel? - Rozejrzał się po nieoświetlonym pomieszczeniu, nie dostrzegając żadnego ruchu. - Jesteś tutaj?
- Daniel? Spotykacie się? - Znajome ramiona objęły go w pasie, a ciepłe usta złożyły pocałunek na jego szyi. - Mhm, przyjemnie pachniesz...
- Blaise? - Seamus nie potrafił powstrzymać lekkiego ukłucia rozczarowania, kiedy zrozumiał, że to nie Krukon podrzucił mu liścik. W końcu... widzieli się raptem wczoraj, ale Gryfon nic nie mógł poradzić na to, że już tęsknił za jego obecnością, pocałunkami...
- Zawiedziony? - Koszulka Seamusa została podciągnięta, a jeden z sutków potarty przez dwa palce Ślizgona.
- Nie... - Drgnął, czując ten dotyk i znajome gorąco, które zaczęło oblewać jego ciało. Cholera, chciał mieć seks. Z Danielem mieli już kilka naprawdę cudownych randek, ale zawsze tylko się całowali, jakby starszy chłopak nie pragnął czegoś więcej, a Seamus nie nalegał, żeby nie wyjść na dziwkę, którą został kiedyś nazwany, ale... miał swoje potrzeby, do cholery! Zamruczał, opierając swe czoło o ramię chłopaka i przymykając oczy. Wątpliwości wciąż jednak nie opuszczały jego głowy, gdy dłonie Ślizgona łapczywie obmacywały jego ciało. Czy mógł to zrobić Danielowi? Nie byli oficjalnie parą, ale umawiali się ze sobą i... Seamus jeszcze z nikim nie czuł się tak dobrze. Nie był pewien, czy chciał tracić to wszystko dla jednego numerka z Blaise'em.
- Poczekaj. - Złapał jego dłonie, zatrzymując je na swoim brzuchu, a następnie niezdarnie wyplątał się z jego objęć. - Nie mogę. Jestem zajęty.
- Ty? - Blaise roześmiał się, rozkładając ręce. - Nie wygłupiaj się, Seam.
- Nie wygłupiam. - Wzruszył ramionami. - Umawiam się z Danielem i jest dobrze.
- Cóż... - Ślizgon zmarszczył brwi, odsuwając się. Nie był zadowolony. Lubił seks z Seamusem. I nie lubił, kiedy ktoś mu czegoś odmawiał. - Daj znać, gdy zmienisz zdanie. - Uśmiechnął się krzywo, poprawił pogniecioną koszulę i opuścił pomieszczenie.
Gryfon westchnął, opierając się o ścianę. Było mu trochę gorąco i czuł lekkie podniecenie w podbrzuszu, ale... chyba postąpił słusznie. Nie chciał, żeby Daniel po raz kolejny nazwał go dziwką...

***

Harry był wykończony. Cały dzień nie potrafił się na niczym skupić, głowa pulsowała mu nieprzyjemnie, a oczy same zamykały. Poza tym nie czuł się najlepiej, bo znów wymiotował z samego rana i... tak naprawdę marzył już tylko o tym, by wrócić do pokoju, zjeść coś i iść spać.
Wszedł do sypialni, szurając nogami i wlekąc za sobą torbę, którą rzucił na łóżko, nie zauważając nawet tego, że cała jej zawartość wylądowała na pościeli. Wymamrotał ciche "cześć" do siedzącego przy biurku blondyna, tak naprawdę nie zwracając na niego większej uwagi i od razu wszedł do łazienki. Pęcherz już go bolał od wstrzymywania!
Wysikał się, umył ręce i był właśnie w trakcie wpatrywania się w swoje kiepsko wyglądające odbicie, gdy usłyszał wołającego go Dracona. A ten czego znowu chciał? Tego dnia Gryfon nie był w najlepszym nastroju i nawet Draco zaczynał go irytować.
- Idę! - krzyknął i zerknął jeszcze raz w lustro, wzdychając. Czy to były te hormony o których tyle czytał?
Wszedł do sypialni, dostrzegając chłopaka siedzącego na łóżku. Trzymał jakąś książkę w dłoni, ale Harry z tej odległości nie był w stanie dostrzec tytułu.
- Chciałeś coś? - burknął cicho, myślami już będąc przy jedzeniu. Hmm... na co miał ochotę...
- Chcesz mi o czymś powiedzieć?
- Hmm...? - Zmarszczył brwi, podchodząc bliżej. Dopiero teraz zwrócił uwagę na swoją torbę i książki rozrzucone na łóżku. Odruchowo spiął się i zerknął na nią nerwowo. - Co masz na myśli?
Ślizgon zmrużył oczy, patrząc na niego uważnym, przeszywającym spojrzeniem, pod którym Harry poczuł się mały i bezbronny.
- Zastanawiam się, kiedy ujawnił się twój instynkt macierzyński, Potter. - Kpiący ton nie odwrócił uwagi bruneta. Draco mierzył go tym swoim spojrzeniem i wyglądał tak, jakby coś podejrzewał. Uniósł też książkę, pokazując mu znajomą okładkę z mężczyzną w ciąży.
Z ledwością powstrzymał się od nerwowego wiercenia. Zagryzł dolną wargę i w końcu mruknął:
- Ostatnio spędzam więcej czasu z Lav... Odrabialiśmy razem pracę domową i pewnie wziąłem przez przypadek...
- Doprawdy? - Jedna z brwi uniosła się, a kpiący uśmieszek blondyna jedynie się pogłębił. Ślizgon przesunął się bardziej na łóżku i nim Harry zdążył zareagować, ten już był przy nim, obejmując go zaborczo w pasie. - Jest tylko jeden problem...
- Hmm...? - Nie potrafił się skupić, gdy dłonie kochanka przesuwały się po jego bokach, a gorące wargi badały jego szyję. Merlinie, robił się napalony! Naprawdę zaczął popadać ze skrajności w skrajność.
- To książka o męskich ciążach, Potter. - Tak szybko jak się przy nim pojawił, tak szybko się odsunął.
Gryfon wydał z siebie niezadowolone westchnienie. Był rozkojarzony i wyraźnie nie potrafił się skupić, myślami będąc już zupełnie przy czym innym... A Draco patrzył jeszcze na niego tym nieustępliwym wzrokiem, jakby chciał wyciągnąć z niego każdy sekret.
"Myśl, idioto!" - zrugał się w myślach.
Jego policzki poczerwieniały, a on rzucił swojemu chłopakowi niemal... zażenowane spojrzenie.
- Merlinie, to krępujące... - mruknął, wiercąc się na swoim miejscu. - Znowu mnie przyłapałeś, Draco - burknął, doskonale widząc niezrozumienie pojawiające się w szarych oczach. - Ostatnio rozmawiałem z Lavender i ona napomknęła coś o męskich ciążach... To było takie dziwne! Nigdy nie słyszałem o czymś takim i nawet nie byłem w stanie sobie tego wyobrazić. Całkowita abstrakcja. - Pokręcił głową. - Zazwyczaj tego nie robię, ale poszedłem do biblioteki... - Ślizgon prychnął, ale nie zwrócił na to uwagi - ...i pożyczyłem tę książkę, żeby się czegoś dowiedzieć, bo... bo to było takie dziwne! - zakończył swoją historyjkę, tak naprawdę zbytnio nie kłamiąc. Dowiedział się o tym od Lavender i to wciąż było dla niego... nierealne.
Malfoy milczał chwilę, wpatrując się w niego z chłodnym opanowaniem, aż nagle złapał go w pasie i rzucił na łóżko, od razu nad nim górując.
- Merlinie, Potter... Jesteś taki beznadziejny... - Zwinne palce wplotły się w jego włosy, a wąskie wargi znalazły się niebezpiecznie blisko jego ust.
- Mhm... - Nie potrafił inaczej odpowiedzieć, w duchu ciesząc się, że jego kłamstwo nie zostało zauważone. Położył dłonie na jego ramionach, gładząc je spokojnie. Aż drgał w środku z nerwów, czekając na kolejny ruch blondyna. Całkowicie mu ulegał.
- Skoro tak się zainteresowałeś tematem... - szept, który wydobył się spomiędzy wąskich warg, wprawił jego ciało w drżenie. Draco nie pocałował go, a przesunął ustami po jego skórze, znacząc mokrą ścieżkę od brody, aż po szyję, przy której zatrzymał się najdłużej - ...to może już teraz powinniśmy zacząć starać się o dziecko, mhm?
- Tak... - mruknął, wtulając twarz w jego włosy. - Powinniśmy.
Nie był w stanie odpowiedzieć nic więcej. Nie był w stanie powiedzieć Draco, że już się postarali o dziecko i nawet im się to udało. Był zbyt przerażony, by powiedzieć cokolwiek, więc po prostu dał się ponieść emocjom, zapominając o wszystkim i wszystkich. Był już tylko Draco.

***

Kolejny wieczór i kolejna randka. Spotkania w Pokoju Życzeń były już ich zwyczajem. Za każdym razem, gdy Seamus przychodził, Daniel był już w środku, witając go w nowej scenerii.
Tym razem siedzieli na łące. Na trawie znajdował się rozłożony koc, na którym usiedli - Seamus pomiędzy nogami Krukona, wtulony plecami w jego klatkę piersiową. Chwilę wcześniej jedli czekoladowe żaby, popijając je piwem kremowym. Śmiali się, dotykali i Gryfon jeszcze nigdy nie czuł się tak wspaniale. Te wszystkie spotkania, głupie romantyczne gesty... Podobało mu się to. Wszystko mu się podobało.
A teraz, gdy siedzieli w przyjemnej ciszy, Seamus znów to poczuł. Napięcie. Powoli unoszące się włoski na rękach, przyjemne ciarki wypełniające ciało i świadomość każdego oddechu Daniela, owiewającego jego szyję i ucho. Czuł kciuk, czule gładzący kostki jego dłoni i... Merlinie, był tak bardzo napalony! Wyobrażał sobie, jak wspaniale byłoby oddać się temu chłopakowi! Czuć te usta na skórze, dłonie zagarniającego jego ciało i słuchać głośnych jęków, kiedy robiłby mu dobrze.
Odetchnął głęboko, doskonale słysząc swoje galopujące serce. Przekręcił się w jego ramionach, od razu odnajdując spojrzeniem kuszące usta. Oblizał wargi i bez wahania sięgnął po pocałunek. To już mieli opanowane. Na każdej randce całowali się dużo i długo. Ale teraz Seam chciał czegoś więcej.
Oderwał się od niego, ostatni raz liżąc jego dolną wargę, a następnie pocałował go w żuchwę i dobrał się do przyjemnie pachnącej szyi. Składał na niej mokre, powolne pocałunki, rozkoszując się jej smakiem i ciesząc brakiem sprzeciwu. Daniel nie powiedział jeszcze nic. Jedyną jego reakcją był mocniejszy uścisk i trochę przyspieszony oddech.
Był podekscytowany. Czuł, że dzisiaj właśnie jest ten dzień. Jego spodnie zrobiły się ciaśniejsze, a on odsunął się na chwilę, by móc popatrzeć na przystojną twarz Krukona. Starszy chłopak patrzył na niego spod wpół przymkniętych powiek, uważnie obserwując każdy jego ruch. Seamus uśmiechnął się mimowolnie, spuszczając wzrok. Czuł się całkowicie odkryty pod tym lustrującym spojrzeniem...
Przymknął oczy, zjechał dłońmi z ramion na jego pierś i począł rozpinać czarną koszulę. Nic nie mógł poradzić na pośpiech, który wdarł się do jego ruchów. Chciał już zobaczyć go nago!
Wystarczyły dwa guziki, kawałek odsłoniętej skóry i Gryfon już pochylił się do niej, badając ją gorączkowo ustami. Merlinie, nigdy tak nikogo nie pragnął!
- Seam... - cichy, niezbyt wyraźny szept. Chłopak zignorował go zbyt zaaferowany czuciem jego gorącej skóry i rozpinaniem ostatniego guzika. - Seam... - Teraz już wyraźniejszy i zdecydowanie bardziej głośny. Wsunął dłonie pod rozpiętą koszulę, z rozkoszą badając jego klatkę piersiową i mięśnie brzucha. Zachowywał się jak w transie; jakby nic do niego nie docierało. - Seamus!
Finnigan podskoczył, szeroko rozwartymi oczyma wpatrując się w zirytowaną twarz Krukona. Co się właśnie stało?
- Daniel...? - zapytał cicho, wyraźnie nie wiedząc, gdzie podziać swoje dłonie, które szybko zabrał z jego ciała. Wydawało mu się, że wszysko jest ok...
Starszy chłopak uśmiechnął się krzywo, szybko zapinając koszulę i poprawiając ją na swoim ciele.
- Nie chcę na razie tego robić, Seam.
Rozczarowanie było ogromne. Spływało na niego falami, ściskając gardło i wywołując drżenie dłoni.
- Dlaczego? - mruknął, nie potrafiąc ukryć zawodu w swoim głosie. Spuścił głowę, nie chcąc patrzeć mu teraz w oczy. Naprawdę zabolało.
- Nie chcę się spieszyć. - Daniel przysunął się do niego, raz jeszcze obejmując go w pasie. - Seam, spójrz na mnie.
Ale on nie patrzył. Nie potrafił zrozumieć, dlaczego po raz kolejny został odrzucony. I tym razem Daniel zrobił to wyraźnie, jasno dając mu do zrozumienia, że nie chce uprawiać z nim seksu. Rozczarowanie, które wypełniało go od środka, szybko zaczęło przeradzać się w palący, niszczący wszystko, gniew. Czego w takim razie chciał?! Czego u niego szukał, skoro nawet nie chciał go przerżnąć?!
Szarpnął się, odsuwając jeszcze dalej i tym razem wściekle spoglądając na przystojną, zaniepokojoną twarz.
- Dobrze się bawisz?! - syknął, aż drżąc z gniewu. Wściekle wskazał dłonią na otoczenie. - Tego chcesz?! Bzdurnych, romantycznych widoków, trzymania za rączkę, ckliwych gadek i słodkich pocałunków? - Aż się zaśmiał, zupełnie już nie kontrolując swoich słów. - Tylko, że ja tego nie potrzebuje! Chcę pieprzenia, Daniel! Ostrego, mocnego rżnięcia i w dupie mam żałosne, romantyczne gesty!
Oddychał szybko, czując jak wreszcie wszystko z niego schodzi, gdy dostrzegł jego twarz. Pochmurną, zaciętą twarz i kobaltowe oczy, w których widniała wściekłość i tak wielki zawód, że Seamus aż wstrzymał oddech na ten widok. Nagle pożałował każdego wypowiedzianego słowa.
- Daniel... - zaczął, ale urwał, gdy zobaczył jak chłopak gwałtownie się podnosi, patrząc na niego ostro. Zbladł, nie potrafiąc wydusić z siebie nic więcej. A gdy tylko te kuszące, znajome usta wygięły się w pogardliwym uśmiechu, skulił się w sobie i odwrócił wzrok, nie mogąc dłużej na niego patrzeć. Dlaczego to zrobił? Co mu odbiło, by wypowiedzieć te wszystkie bzdury? Przecież potrzebował Daniela! Podobały mu się ich randki, uwielbiał jego drobne gesty i czułe pocałunki!
- No tak... Dziwka zawsze pozostanie dziwką. - Seamus nawet nie usłyszał dźwięku zamykanych drzwi. Nie zauważył, że pomieszczenie zaczęło się zmieniać i nagle stało się zwykłym, szarym pokojem. Jedyne o czym był w stanie myśleć, to słowa, które padły z ust Daniela. Znów nazwał go "dziwką"...
Nagły szloch wyrwał się z jego piersi, niemal go dławiąc. Nie był dziwką! Nie był!

***

- Harry? Śpisz? - usłyszał.
Leżeli na łóżku, wtuleni w siebie nawzajem. Harry uwielbiał te chwile, gdy mógł przytulić się do drugiego chłopaka. Czuł się wtedy bezpiecznie, a ciepło bijące od drugiego ciała sprawiało mu niemałą przyjemność.
Wyburczał coś w odpowiedzi i przekręcił się bardziej na plecy, żeby móc patrzeć na twarz kochanka. Uchylił powieki i zerknął na niego.
- Nieee... - mruknął, ziewając. - Stało się coś?
- Nie. - Draco pokręcił głową, wciąż kreśląc nikomu nieznane znaki na jego odkrytej piersi. - Po prostu zastanawiałem się... Nie wyglądasz ostatnio za dobrze.
- Już ci się nie podobam? - Uśmiechnął się, samemu dotykając jego włosów. Uwielbiał je. Były takie... niezwykłe. Jak cały Draco. Nierzeczywiste.
- To naprawdę ważne, Potter - burknął, wyraźnie marszcząc brwi. - Może jednak powinieneś iść do Pomfrey...
- Nie. - Uśmiech Harry'ego znikł. Musiał wyperswadować mu ten pomysł jak najszybciej. - Nic mi nie jest. Samo przejdzie. Jestem pewien.
- Dobrze wiesz, że nie. - Jego głos stał się twardszy, nie znoszący sprzeciwu. - Coś jest nie tak... Harry, ja... - zaciął się, wywołującym tym samym zdziwione spojrzenie u Gryfona. - Naprawdę się martwię...
- Och. - Uśmiech jaki pojawił się na jego twarzy po słowach Dracona, mógłby rozświetlić całą sypialnię. - Kocham cię...
Coś na twarzy Ślizgona drgnęło wyraźnie, ale Harry nie potrafił tego rozpoznać. Kochał Malfoya, znał go i mógł powiedzieć o nim naprawdę dużo, ale niektóre jego gesty, czy zachowania wciąż bywały dla niego niejasne. Draco był jedną wielką zagadką, a Gryfon każdego dnia odkrywał coś nowego. Jak na przykład dziś wieczorem, gdy wyszedł spod prysznica i zastał swojego chłopaka na łóżku, pochłoniętego lekturą, którą dał mu Snape. Potter przez chwilę nie potrafił wyjść z szoku, a później po prostu pozwolił sobie na szeroki uśmiech. Może jednak mógł mu powiedzieć... Ale jeszcze nie teraz. Najpierw sam musi oswoić się z tym, że jest w nim drugie życie.
- Mhm... Taak...? - Harry drgnął, wyrywając się ze swoich przemyśleń. Zmrużył oczy, gdy twarz Ślizgona znalazła się bliżej jego, a ciepłe wargi musnęły jego usta.
- Bardzo... - zamruczał, przeczesując dłonią jasne kosmyki. Ślizgon oparł głowę o jego pierś, a dłoń położył na jego płaskim brzuchu.
"Niedługo przestanę byś taki chudy" - pomyślał, uśmiechając się pod nosem.
- Potter?
- Hmm...?
- Obiecaj mi, że zawsze tak będzie... - Jego głos był niemal desperacki, co Harry od razu wyłapał, marszcząc brwi. - Obiecaj, że... że zawsze będziesz mnie kochał... - szepnął. Przez chwilę jego twarz wyglądała na tak udręczoną, że Gryfon aż poderwał się, łapiąc ją w dłonie. Był zaniepokojony. Zupełnie nie wiedział co się właśnie stało i dlaczego Draco wyglądał na tak zdesperowanego. Przemknęło mu przez myśl, że może miało to coś wspólnego z Voldemortem, ale przecież... Draco powiedziałby mu, jakby coś się działo, prawda?
- Hej, skarbie. Co się stało?
- Nic... - Przymknął oczy, wtulając policzek w jego dłoń. - Nic się nie dzieje, Harry.
Potter nie był do końca przekonany, ale nie wypytywał. Był pewien, że gdyby Ślizgon miał jakieś problemy, powiedziałby mu o nich. Ufali sobie. Mówili sobie wszystko. A przynajmniej tak mu się wydawało...
Złapał dłoń kochanka i położył ją na swojej piersi, w miejscu, w którym czuć było bicie serca.
- Zawsze tu będziesz, Draco. Nic nie jest w stanie zmienić moich uczuć do ciebie, bo... to jest już zbyt głęboko we mnie, rozumiesz? - Nic nie mógł poradzić na gorąco wstępujące na jego policzki. - Nieważne co się stanie i gdzie będziemy w przyszłości... Nigdy nie przestanę cię kochać.
To przemówienie dużo go kosztowało, ale był zadowolony, bo blondyn wyglądał na uspokojonego i... szczęśliwego.
- To dobrze - mruknął w odpowiedzi, na powrót układając głowę na jego klatce piersiowej. - Dobrze.
Malfoy już nic nie powiedział. Harry przeczesywał jego włosy, głaskał po szyi i policzku, a gdy oddech Ślizgona stał się regularny i spokojny, a on miał pewność, że blondyn pogrążył się we śnie, nie potrafił się powstrzymać i sennym głosem szepnął:
- Mam nadzieję, że kiedyś odpowiesz mi tym samym...
Po tym wyznaniu, ułożył się wygodnie i niemal natychmiast zasnął.
Szare oczy przez całą noc pozostały otwarte.

____________________
Następny rozdział: Nie mam pojęcia. Niczego nie obiecuję. Wszystko zależy od mojej weny.

8 komentarzy:

  1. Przyjemny rozdział, bardzo słodki :3 Jak zawsze świetnie napisany:3
    Coś mi się zdaje, że Draco się domyśla i próbuje Harry'emu delikatnie przekazać, że chce z nim założyć rodzinę. Spodziewałam się bardziej złości, ale teraz myślę, że złość będzie spowodowana tym, że nic mu nie powiedział.

    Seamus przesadził. Przecież Daniel musi mu najpierw zaufać, a nie pchać się do wyra. Zwłaszcza, że ten wyrobił sobie opinie dziwki. Choć z drugiej strony trochę mi go jednak szkoda... zwłaszcza po tym jak oparł się Blaise'mu.... Chciał seksu, a mimo wszystko nie uległ.

    Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy :3
    Pozdrawiam i Życzę Weny
    Nerra M.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy nie uważasz, że to hipokryzja? Masz 16 lat, a aby wejść na bloga trzeba mieć 18?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie hipokryzja. To zwykłe ostrzeżenie, żeby każdy wiedział, czego może się tu spodziwać. Zresztą, powiedzmy sobie szczerze... Nie trzeba mieć 18 lat, żeby wejść na bloga, bo nikt tego nie sprawdza.

      Usuń
  3. No i czemu Herry nie powiedzał Draco rozczyliło mnie to kiedy Draco powiedzał, że muszą postarać się o dziecko i to co powiedzał Herry ale mam nadzieję, że przestanie już kłamać nie szkoda mi Simusa Daniel poeiedzał prawdę pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowny rozdział. Wiedziałam, że Ci się uda :) Mam nadzieję, że następna cudowna notka pojawi się niebawem i Draco dowie się, że zostanie tatusiem w jakiś dziwny sposób (Na przykład od Snapa xD albo Lavender)
    Weny, weny i jeszcze raz weny!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. No dlaczego, no ><
    Skomentowałam kiedyś tam, ale potem nagle straciłam trochę tej swojej potterowskiej manii, ale stęskniłam się i przeczytałam, bo to opko jest świetne. Uwielbiam m-pregi :3 a ich jest tak mało ><
    Co jest temu Harry'emu? Draco nie wydawał się zły, mógł już mu powiedzieć. Poza tym, myślę, że będzie bardziej wkurzony za to, że Harry mu właśnie wcześniej tego nie powiedział niż za samą ciążę. Ot, rozkminy.
    Pozdrawiam i życzę weny ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam,
    było tak pięknie, ale Seamus zniszczył wszystko tymi słowami, ciekawe czy Draco się domyśla, ale jak widać nie ma nic przeciwko dziecku...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  7. Hejeczka,
    wspaniale, Seamus zniszczył wszystko tymi słowami, ciekawe czy Draco się domyśla, ale jak widać nie ma nic przeciwko dziecku...
    weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń